Advertisement

Logowanie



Nie pamiętam hasła Nie masz konta? Załóż je

Katalog

Studia przez Internet

 

Czy można w Polsce studiować nie wychodząc z domu? Taką możliwość mamy już od kilku lat. Przyjrzyjmy się bliżej temu zjawisku w naszym miniraporcie.

 

Czytaj dalej

Szukasz kursów?


Zakończonych certyfikatem?
Bezpłatnych lub komercyjnych?
Z wybranej tematyki?

 

Słowniczek terminów związanych z e-learningiem

 
Słownik terminów e-learningu: znajdziesz w nim co to jest LMS, WBT i wiele innych.
 
Czytaj dalej

W naszym katalogu jest już:
98 bezpłatnych kursy
i 153 komercyjnych.

Jak dodać kurs do katalogu?

Aby dodać kurs do katalogu wystarczy:

 

  • zarejestrować się i zalogować,

  • z menu użytkownika wybrać opcję "Dodaj kurs do katalogu".

 

Krytycznym okiem o kursach internetowych
Napisał: Piotr Trętowski   
02.09.2007.

Krytycznym okiem

 

Z
góry chciałbym uprzedzić, że ten artykuł ma charakter wysoce polemiczny i przedstawia mój subiektywny punkt widzenia. Każdy ma prawo wyrazić swój sprzeciw wobec wygłaszanym tu opinii, a ja przyznaję szczerze, że nic sobie z tego nie zrobię. A dlaczego, wyjaśnię na końcu artykułu.

 

Kiedyś, za dawnych czasów, gdy jeszcze chodziłem do szkoły nie przyszłoby mi do głowy, że można uczyć się jakoś inaczej, niż siedzieć w szkole i męczyć się podczas nudnych lekcji oraz zamęczać odrabianiem lekcji, gdy było mnóstwo pomysłów dotyczących spędzania wolnego czasu. Wszystko było wtedy takie proste i rzeczywiste… A potem przyszła wirtualna rzeczywistość i życie się nieco skomplikowało. A może to po prostu dorosłość? Kto wie?

 

W każdym bądź razie pojawiło się mnóstwo starych pojęć, tylko z takimi przyrostkami z przodu, najczęściej "e-"… coś tam, np. e-learning, e-book, e-szkoła itp. W pewnym momencie człowiek zaczyna sobie zdawać sprawę z tego, że otacza go cyfrowy świat. To, co tradycyjne, teraz zaczyna się pojawiać w odmiennej formie.

 

Nie wydaje mi się, żebym był konserwatystą, czy tradycjonalistą. Nie chcę się rozwodzić nad tym, czy to źle, że w wyszukiwarce internetowej możemy znaleźć e-nocleg, kupić e-dach, czy napisać do e-mamy. Sam podchodziłem bardzo sceptycznie do pomysłu czytania książek w wersji elektronicznej, ale gdy spróbowałem, przekonałem się do tego i obecnie z niesmakiem myślę o tym, że miałbym usiąść do czytania nawet fascynującej powieści w formie książkowej.

 

Wiele mówi się o rewolucji cyfrowej czy informatycznej. Faktycznie przyniosła ona wiele zmian. Nie ominęła również dziedziny nauczania. Słowo e-learning brzmi jak zaklęcie. Ludzie, gdy je słyszą z ust informatyka, wyobrażają sobie pewnie, że posiadł tajemną wiedzę o tym, jak sprawić, by ludzie uczyli się poprzez wpięcie kabelka wprost do głowy i szybkiego żonglowania dyskami zawierającymi zaawansowaną wiedzę, podobnie jak w filmie Matrix. E-learning to słowo, które może kryć wiele znaczeń. A ludzie, mimo że używają tego jednego słowa różnie je rozumieją. I nie byłoby w tym nic dziwnego, bo nawet słowo "kochać" nie zawsze znaczy to samo.

 

Ale wyobraźmy sobie (a może nie musimy sobie wyobrażać, bo sami jesteśmy) biednego człowieka, który nie do końca sobie radzi z nowinkami technicznymi i za każdym razem uruchamiając przeglądarkę internetową zastanawia się nad tym, jak ten Internet właściwie działa…

 

Człowiek ten czyta o e-learningu, o kursach w Internecie, które w dodatku są bezpłatne. A on ma ambicje, chce się czegoś nauczyć, może by czuć się bardziej swobodnie przed komputerem, a może by znaleźć lepszą pracę. I pełen zapału wpisuje w wyszukiwarce literka po literce: "kursy internetowe", naciska Enter i jego oczom ukazuje się lista linków. Wyszukiwarka podaje, że znalazła blisko 3 miliony adresów. Ten biedny człowiek zaczyna się pocić i nerwowo wiercić w fotelu, bo nie wie który adres wybrać, który jest przeznaczony właśnie dla niego. Nie ma kogo zapytać. Po drugiej stronie nie ma miłej pani, której można się poradzić. Jest tylko bezduszna wyszukiwarka, która w ułamku sekundy potrafi policzyć, że słowo "kursy internetowe" pojawia się 3 miliony razy gdzieś tam… On w ułamku sekundy potrafi się co najwyżej podrapać.

 

Zatrzymajmy teraz na chwilę naszą opowieść. Jest wiele stron w Internecie, które kuszą, aby na nie wejść. A co ciekawe, im bardziej dana treść jest bezpłatna, tym zachęty coraz większe. Nasz biedny, zagubiony człowiek może wybrać przy odrobinie szczęścia jakiś wartościowy kurs, który dzięki zapałowi, samokontroli oraz dużej dozie wysiłku pozwoli mu osiągnąć założony cel. Ale może też trafić na kurs "pączek". Tak nazywam kursy, które pokryte są kuszącą warstwą lukru, ale gdy się go ugryzie, organizm otrzyma tylko sporą ilość pustych kalorii, których łatwo nie spali. W odróżnianiu jednych od drugich każdy jest zdany na samego siebie, swoją wiedzę, intuicję i umiejętności analityczne.

Nie łudźmy się, każdy może pisać w sieci i każdy może z niej czerpać. Pełna wolność!

 

 

Moim zdaniem Internet cechuje się kilkoma podstawowymi cechami:

  • Wolność słowa – bo każdy ma prawo napisać i opublikować, na co ma ochotę i każdy ma prawo czytać i oglądać, na co ma ochotę.
  • Pluralizm – bo każdy ma prawo opublikować dowolne treści i w dowolnej formie. Jedyne, co jest narzucone, to potrzeba zgodności ze standardami języka HTML i najpopularniejszymi przeglądarkami.
  • Demokracja – bo nikt nikomu nie narzuca, co można pisać i nikt nie cenzuruje treści. Nie ma treści przewodnich, wszystkie są równe (no może przesadziłem z tą równością, bo aż się zastanawiam, czy nie powinienem słowa "demokracja" zamienić na inne).
  • Dżungla – bo najwięcej mają do powiedzenia najsilniejsi, czyli ci, którzy dysponują pieniędzmi lub mają tupet, zwany też niekiedy siłą przebicia.

 

W rezultacie możemy natknąć się na wspaniałe książki, materiały do nauki oraz kursy e-learningowe przygotowane przez ludzi, którzy zęby zjedli nauczając innych oraz osoby, które doskonale poruszają się w tematach, o których piszą. Możemy natknąć się na kursy, w których przez kilka lekcji będziemy czytać same ogólniki, by pod koniec dowiedzieć się, że nic nie musimy umieć, gdyż jeśli kupimy produkt X, to on wszystko zrobi za nas. Możemy też napotkać kursy, których długość nie przekracza standardowego artykułu i nie wiedzieć czemu autor twierdzi, że jest to kurs e-learningowy. Autor może nie mieć żadnej wiedzy o metodyce nauczania, o zasadach przekazywania wiedzy, czy tworzenia materiałów lekcyjnych tak, aby jak największa ilość informacji została utrwalona.

Łatwo jest nazwać coś kursem, ale czy to znaczy, że nim naprawdę jest?

 

Długo zastanawiałem się nad tym, jak traktować tego typu zjawiska. Myślę, że należy się po prostu pogodzić z tym, że istnieją i je zaakceptować. Jeśli ktoś sprzeda kurs zatytułowany „Jak być pięknym i młodym?” i rzesza ludzi go kupi, to znaczy, że był potrzebny. Zawsze znajdą się osoby, które będą szukać rzetelnych opracowań i osoby, które chcą być piękne i młode. Każdy może publikować w Internecie to, co uważa za słuszne, nawet ja. A jeśli się ktoś z publikacjami nie zgadza, nie musi czytać.


Artykuły o podobnej tematyce:

Zmieniony ( 20.02.2009. )
 
« poprzedni artykuł